wtorek, 8 czerwca 2010

warszawska biedronka

To chyba ostatnia rzecz, jakiej mogłabym się spodziewać. Nie przypuszczałam, że dworzec Warszawa Centralna stanie się moją stacją na drodze nawrócenia. Że pośród miejskiej, betonowej pustyni zdominowanej przez kulturę śmierci, odnajdę oazę. A jednak, to z chaosu powstał porządek. Przecząc moim uprzedzeniom i niejako na przekór lękom, za każdym razem dobrze mnie przyjmuje. Mało tego, odsłaniając morze potrzeb, wskazuje bezkresne niebo możliwości. Widać dopiero na styku sacrum i profanum można odnaleźć prawdę z domieszką prawdziwej miłości. Kto by pomyślał. A jednak da się lubić. Kto by przypuszczał, że tchnie życie, że będzie mi jej brakowało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz